poniedziałek, 24 grudnia 2012

Seitan na prędce ;)

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia postanowiłam zrobić sobie pieczeń z seitana. Bazowałam na tym przepisie, nie przestrzegając jednak restrykcyjnie czasu przeznaczonego na poszczególne etapy pracy - spieszyłam się na przedświąteczny wieczorek brydżowy :B

1. Z mąki (ok. pół kilograma) i wrzątku wyrobiłam ciasto. Miskę z powstałą kulą umieściłam w zlewie, pod cieniutkim strumyczkiem zimnej wody. Ugniatałam ciasto i międliłam ok. pół godziny (nie miałam więcej czasu, zasadniczo ciasto powinno się płukać tak długo, aż wylewana woda zrobi się klarowna).
2. Otrzymaną zmniejszoną kulę włożyłam do garnka, zalałam wodą, dodałam liście laurowe i ziele angielskie i gotowałam pół godziny.


3. Ugotowany seitan studziłam na tarasie kilkanaście minut (powinnam była dłużej, ale co tam...).
W międzyczasie w naczyniu żaroodpornym przygotowałam sos (na oko: 1 szkl. oliwy i oleju, 5 łyżek sosu sojowego, 0,5 szkl. wody, 3 posiekane ząbki czosnku, przyprawy).
4. Obtoczyłam seitan w marynacie. Dodałam surowe warzywa: 2 posiekane ząbki czosnku, 1 małą cebulę pokrojoną w kostkę, 1 mały por pokrojony w półtalarki, dwie pokrojone marchewki, 2 pokrojone w kostkę ziemniaki.
5. Danie piekłam pod przykryciem w piekarniku nagrzanym do 200 stopni prawie półtorej godziny.


Pieczeń wyszła tłusta i bardzo smaczna. Na Wielkanoc znów sobie dogodzę w ten sposób :)

poniedziałek, 26 listopada 2012

Ulubiona pasta do chleba

Długo tu nie zaglądałam. Złożyło się na to kilka przyczyn, m.in. zawirowania życiowe, osłabienie początkowego blogerskiego zapału, a także (do czego chyba nie powinnam się przyznawać...) brak cudów w kuchni. W ostatnich dniach odżywiam się głównie zupami, makaronami i pizzą - nie ma się czym chwalić. 
Jednak noblesse oblige... założyło się blog, należy zatem dbać o ciągłość wpisów, choćby dla jednego tylko obserwatora ;)

Bohaterką dzisiejszego posta jest:

Pasta z czerwonej fasoli
Składniki:
1 puszka czerwonej fasoli
1 średniej wielkości cebula
kilka łodyżek natki pietruszki
przyprawy


Cebulę obieramy, kroimy w kostkę, podsmażamy na oleju. Przekładamy do miski razem z czerwoną fasolą (bez zalewy). Przyprawiamy (ja użyłam soli, pieprzu, pieprzu ziołowego, ostrej papryki, ziół prowansalskich i cząbru), mieszamy i blendujemy.

Przed zblendowaniem.

Na koniec dodajemy drobno posiekaną natkę.
Pastę można przechowywać w lodówce jeszcze 3-4 dni.

piątek, 16 listopada 2012

Gołąbki z włoskiej kapusty

Przed dwiema godzinami zrobiłam pierwsze w życiu gołąbki.

Zanim przejdę do przepisu, chciałabym wspomnieć o pewnej osobie, która przez ostatnich kilka lat przyrządzała specjalnie dla mnie gołąbki z ryżem (a także wiele innych dobrych wege rzeczy) - o mojej Babci, wspaniałym człowieku z sercem na dłoni. Brak mi słów, by wyrazić, jak była dobra i kochana!
Dziś mija piąty miesiąc od jej śmierci...
Wciąż tęsknię.

Moje gołąbki zupełnie nie przypominają tych babcinych. Zresztą, choćbym nie wiem jak się starała, nie odtworzę smaku żadnej potrawy wykonanej przez jej ręce...
No, dobrze, ocieram łzy i przechodzę do rzeczy.

Składniki:
15-20 dużych i średnich liści włoskiej kapusty
3 cebule
2 torebki brązowego ryżu
1 opakowanie granulatu sojowego (170 g)
1 łyżka koncentratu pomidorowego
2 łyżki ketchupu pikantnego "Włocławek"* (ewentualnie koncentratu pomidorowego)
1 kostka bulionowa
1 czubata łyżka cząbru
1 łyżeczka ziół prowansalskich
dużo pieprzu (ile dokładnie, nie wiem, kręciłam młynkiem jak szalona ;)

*uwielbiam ten ketchup, ma specyficzny słodkawy smak

Ryż ugotowałam, w międzyczasie zaczęłam smażyć pokrojoną w kostkę cebulę. 
Zalałam wrzątkiem umyte liście kapusty i gotowałam je ok. 20-25 minut.
Do  wody po ryżu wrzuciłam kostkę bulionową i granulat sojowy. 
Po kilku minutach dodałam  granulat do podsmażonej cebulki, dorzuciłam ketchup, koncentrat i przyprawy, wymieszałam. Połączyłam z ryżem i jeszcze raz dokładnie wymieszałam.

Ostrożnie wyjęłam z garnka liście kapusty, kolejno na każdy nałożyłam farsz i delikatnie zawinęłam z trzech stron.

Gotowe!  Polecam jeść z sosem pomidorowym :)

środa, 14 listopada 2012

Pasta do zębów testowana... na mnie

Kilka dni temu, przeglądając jeden z moich ulubionych blogów Weganizm infantylny, znalazłam przepis na domową pastę do zębów. Zaintrygowana postanowiłam ją przetestować.


W filiżance trzonkiem pilnika do ostrzenia noży (cóż... nie mam moździerza) utarłam zawartość jednej torebki mięty i jednej torebki szałwii. Dodałam czubatą łyżeczkę soli morskiej, trzy czubate łyżeczki sody oczyszczonej. Ostrożnie wlałam do mikstury siedem łyżeczek wody i wymieszałam. Podświadomie spodziewałam się jakiegoś wybuchu, chociażby syczenia lub bąbelków, tymczasem nic takiego się nie stało i mogłam spokojnie nałożyć moją zieloną pastę na szczoteczkę do zębów.

  
Da się przeżyć, choć nie ukrywam, że zdecydowanie lepiej "smakuje" tradycyjna pasta. Chyba trzeba będzie jeszcze popracować nad recepturą. Może dodać więcej sody, a zioła zmielić w młynku do kawy? A może poddać powstałą pastę jakimś dodatkowym zabiegom - ucieraniu, obróbce cieplnej, pasteryzacji... ;) Dobrze, sama wiem, że wymyślam.

Kończę pisać niniejszy post przy akompaniamencie Row row row your bout w wykonaniu Brata, który uczy się grać na ukulele :) Świetnie mu idzie, śpiewa znacznie lepiej (czyt. żwawiej, bardziej swojsko), od wokalisty z poniższego filmiku:

wtorek, 13 listopada 2012

Surówka mung

Istnieją sprzęty kuchenne, bez których nie wyobrażam sobie zdrowego odżywiania. Wśród nich znajduje się wielofunkcyjny mikser firmy Predom-Zelmer, który chociaż starszy ode mnie*, zadziwiająco dobrze sprawdza się w przygotowywaniu kremów, sosów, koktajli, past i innych dobrych rzeczy.

*lub młodszy o parę miesięcy, jeśli widniejące na mikserze 09/85 oznacza datę produkcji

Równie ważne miejsce zajmuje w mojej kuchni wysłużona trzypiętrowa kiełkownica. Hoduję w niej głównie kiełki fasolki mung, które po prostu uwielbiam za szybkość wzrostu, świetny smak i bogactwo żelaza (kiedyś w ciągu miesiąca wyszłam dzięki nim z lekkiej anemii).

Plastikowa przyjaciółka każdego weg(etari)anina :)

No, dobrze, po powyższej nudnej prezentacji ulubionych kuchennych sprzętów, przechodzę do rzeczy. 
Proszę Państwa, oto pyszna, apetyczna i bardzo zdrowa surówka mung!

  Składniki: 2 "piętra" kiełków fasolki mung (ok. 2 szklanki), 2 łodygi selera naciowego, 1 zielona papryka, 1 duża marchewka,  
5 rzodkiewek, 1/2 kalarepy, 1/2 małej czerwonej cebuli 

poniedziałek, 12 listopada 2012

Dlaczego weganizm?

Kiedy mówię ludziom, że staram się żyć po wegańsku [niestety ostatnio mój zapał nieco osłabł - odautorski późniejszy dopisek], robią wielkie oczy, dziwią się, krzywią, patrzą na mnie, jakbym oszalała, wreszcie rzucają coś w rodzaju "Nawet rozumiem wegetarianizm, ale weganizm... Co jest złego w jajkach i mleku?" Czasami dodają, że przecież krowa musi zostać wydojona, bo cierpi...
Nie mogę się temu nadziwić... Co prawda sama przez większość swego życia wierzyłam, że "krowa daje mleko" sama z siebie, niezależnie od posiadania cielaka, lecz kiedy klapki z oczu opadną, prawda wydaje się tak oczywista, tak prosta... i okrutna.
Jednak większość ludzi woli żyć w milktrixie (a także meatrixie i eggtrixie) i nawet jeśli przeczuwa, że świat zwierząt hodowlanych to nie tylko krowy na pastwisku, woli o tym nie myśleć. Wygodniej wyszydzić bliźniego odstającego od "normy", nazwać go dewiantem i dziwakiem, niż się zastanowić nad wysuwanymi przezeń argumentami...

Poniżej załączam znakomity wykład Gary'ego Yourofsky'ego, który może stanowić odpowiedź na pytanie będące nagłówkiem mojego dzisiejszego posta:

Dlaczego weganizm??
 

Yourofsky w swoim wykładzie pomija kwestię kurzych ferm, pozwolę sobie zatem przytoczyć poniżej fragmenty tego artykułu.

Hodowla kurczaków na mięso

Najczęściej jest to pomieszczenie, barak bez okien. Ostre światło, które pobudza apetyt ptaków. 
(...) Przez sześć tygodni, podczas których kurczaki prawie cały czas jedzą, nie wymienia się im ściółki, która miesza się z ich odchodami. Zapach jest porażający. Większość kurczaków nie przeżywa tego okresu sześciu tygodni.

Około 35 dnia, w przybliżeniu na tydzień przed rzezią - kurczęta siedzą skurczone, ponieważ stanie na nogach sprawia im zbyt wiele bólu. Zabija się je, ponieważ nie są w stanie dosięgnąć do pożywienia i wody i w końcu umierają z pragnienia i głodu. Nazywa się to „wymieraniem głodowym". Powodem jest nienaturalny i gwałtowny przyrost masy ciała, a co za tym idzie - niemożność wytworzenia odpowiedniej struktury kości. Zamiast twardych, wapiennych kości mają one często miękkie chrząstki. W związku z tym szkielet nie rośnie tak jak powinien, a łapy uginają się lub pękają pod naporem gwałtownie przybierającego na wadze ciała.
(...)

Produkcja jajek

Kurczaki płci męskiej, niepotrzebne przemysłowi jajek są: wrzucane żywcem do mielącej maszyny, zabijane jednotlenkiem węgla lub wyrzucane, będąc jeszcze żywe do śmieci. Kurczakom płci żeńskiej obrzyna się dzioby rozżarzonym do czerwoności żelazem. Następnie wciska się je po pięć lub sześć do malutkiej klatki. Po około osiemnastu miesiącach, kiedy zniosą około trzystu jajek, pakuje się je do ciężarówek i wysyła na rzeź.
(...)

Prawo, istniejące aktualnie w Unii Europejskiej pozwala na umieszczenie do pięciu ptaków, z których każdy ma rozpiętość skrzydeł na 80 cm, w klatce o wymiarach 50x50 cm. Jest to podobne do skazania trzech dorosłych osób na spędzenie reszty życia w jednej budce telefonicznej. Kury nie mają możliwości wyprostować skrzydeł ani nimi machać. Spędzają życie stojąc na zabrudzonej, drucianej podłodze. 
(...)

tu kilka słów o tzw. wolnym wybiegu.

niedziela, 11 listopada 2012

Dynia udająca cukinię

Jakieś dwa tygodnie temu znajomy Taty obdarował nasze gospodarstwo domowe prawie półmetrową cukinią. Miałam wiele planów względem tej olbrzymki... Właściwie mam nadal, lecz nieco zmodyfikowane w stosunku do pierwotnej wersji. Powód zmiany: po przekrojeniu cukinia okazała się dynią (pestki).


Zdemaskowawszy dynię, jakby nigdy nic kontynuowałam przygotowywanie obiadu - za pomocą Narzeczonego ;) nafaszerowałam połowę warzywa mieszanką kaszy, papryki, czerwonej cebuli i przypraw.

Po ok. 30 minutach w piekarniku danie było gotowe.


Smakowało nieźle :)

***

A może to wcale nie była dynia, tylko jakiś zmutowany kabaczek?... ;)

czwartek, 8 listopada 2012

Zupa z soczewicy

Kilka lat temu, gdy dopiero zaczynałam przygodę z wegetarianizmem, zakochałam się w zupie z soczewicy serwowanej w Greenway'u. Niedługo potem potrafiłam wykonać podobną :)

Składniki:
1 mała cebula
1/2 szklanki zielonej (lub brązowej) soczewicy
4 marchewki
3 pietruszki
1/4 selera
1/2 pora
1 duży ziemniak
2 liście laurowe
3 kuleczki ziela angielskiego
2 pomidory
2 łyżki koncentratu pomidorowego
(1 kostka bulionu warzywnego - ale niekoniecznie)

Drobno pokrojoną cebulę podsmażamy na oleju. Dorzucamy soczewicę, liście laurowe, ziele angielskie, pokrojone: marchewki, pietruszki, seler, por, ziemniak. Zalewamy 1 litrem wody i gotujemy.


Gdy ziemniaki zmiękną, dodajemy pokrojone pomidory, koncentrat pomidorowy i przyprawiamy wg uznania. Po dziesięciu minutach jemy :)

Ta "mgła" unosząca się po prawej stronie to para ;)

Pochlebiam sobie, że zupa z soczewicy to jedno z moich popisowych dań :B

środa, 7 listopada 2012

Mleko owsiane i "kleik"

Na początek pochwalę się swoim wczorajszym obiadem: pitrałka, o której była mowa dwa posty wcześniej, pieczone w piekarniku warzywa (brokuł, marchewki) i oczywiście miska surówy; do tego interesująca książka i można było rozpocząć obiadowanie :)



Kilka dni temu zrobiłam mleko owsiane wg tego przepisu.
Kubek wypełniłam do połowy płatkami owsianymi i zalałam wrzątkiem niemal do pełna, wymieszałam. Jakieś pół godziny później zblendowałam płatki z ok. dwiema szklankami wody, łyżeczką oleju i dużą ilością cukru waniliowego (niechcący wsypało się więcej niż łyżeczka ;) Ponieważ masa nie stała się "jedwabista" jak u Eli, za pomocą sitka odcedziłam mleko od... hmm... nieciekawej półpłynnej mazi przypominającej kleik.


Dziś rano podgrzałam w garnku połowę uzyskanego mleka i zalałam nim namoczone wcześniej suszone figi i dwie garście musli. Na wierzchu umieściłam kawałki gruszki i jabłka, po namyśle dodałam również kapkę syropu z agawy.

 
 Choć smakowało nieźle, nie ma porównania z mlekiem orzechowym.

Co do kleistego produktu ubocznego, przełożyłam go do większej miski, dodałam szklankę mieszanych otrębów, dwa banany, pół szklanki mąki razowej, garść pestek słonecznika, dwie łyżki kakao i uformowałam ciasteczka (a właściwie nałożyłam masę łyżką na wyłożoną papierem blachę).


Tuż przed włożeniem ciastek do piekarnika, wetknęłam w  nie kawałki gorzkiej czekolady. Zapach, jaki się rozchodził w trakcie pieczenia upojny do obłędu! Nawet Brat - zazwyczaj omijający płody mojej kulinarnej działalności szerokim łukiem - skosztował...
A później zapytał, czy może wziąć jeszcze :D

wtorek, 6 listopada 2012

Moje pierwsze falafelki

Istnieją potrawy, które prędzej czy później wykonuje każdy wege/wega. Pozwoliłam sobie sformułować tę tezę, przejrzawszy sporo kulinarnych blogów. Znalezienie przepisu na hummus, brownie, pesto i inne smakołyki nie nastręcza najmniejszych trudności (ewentualny kłopot może stanowić wybór jednej konkretnej receptury). 
Zachęcona kilkakrotnie napotkanymi w sieci falaflami, przystąpiłam do dzieła. Zabijcie mnie, ale nie pamiętam źródła, na którym bazowałam! ;) Na swoje usprawiedliwienie napiszę, że przepis jest tak prosty, że mógłby być własnością intelektualną każdego w miarę obytego spożywczo kuchcika ;)

Składniki:
ok. 400 g ugotowanej ciecierzycy
1 ząbek czosnku
1/2 pokrojonej w kostkę cebuli
3 łyżki (zmielonego) sezamu
sok z 1/2 cytryny
posiekana natka pietruszki

Wszystko z wyjątkiem naci zmielić. Dodać posiekaną natkę, przyprawić solą, pieprzem i pieprzem cayenne.
Formować kotlety lub kulki.
Smażyć na (a wręcz w) głębokim tłuszczu nagrzanym do 180 st.

Łatwizna? Tylko na pozór...


 Falafelki - niestety trud wielki
czyli dobre rady
 # mielcie cieciorkę maszynką do mielenia, nie blenderem (próbowałam - co chwilę się zapychał, a skutek był mizerny, maszynką do mielenia orzechów - polecam, świetna rzecz! - poszło szybciej i efektywniej, co widać na załączonych zdjęciach)
# jeśli zmielona masa nie chce się kleić, dodajcie dwie łyżki mąki z wodą (ja wlałam filiżankę wody z mąką sojową)
# nie jestem pewna, czy warto obtaczać falafelki w tartej bułce (u mnie cała otoczka została na spodzie garnka)

Mimo powyższych komplikacji, danie wyszło apetyczne i co najważniejsze smaczne :)

poniedziałek, 5 listopada 2012

Pitrałka z cieciorką

No, i dopadło mnie przeziębienie... Myślałam dumnie, że weganizując, będę zdrowa jak rydz, ale niestety... Od wczorajszego wieczora towarzyszy mi ból gardła i katar. Aby się wzmocnić, na II śniadanie zrobiłam sobie koktajl (lub jak kto woli smootie) z 3 garści działkowych ciemnych winogron (trochę się namęczyłam z drylowaniem tych maleństw), 1 banana, soku z 1 zielonego grejpfruta i 1/4 cytryny.

Był przepyszny!

Na obiad zaś przyrządziłam prostą pitrałkę z pęczaku i cieciorki.
Składniki:
1 mała cebula
1 zielona papryka
2 marchewki
2 szklanki ugotowanego pęczaku
1 szklanka ugotowanej cieciorki (może być z puszki)

Cebulę i paprykę pokroiłam i podsmażyłam na patelni z małą ilością oleju. Gdy cebula się zeszkliła, dorzuciłam pokrojoną w ćwierćtalatrki marchew. Przyprawiłam. Dodałam kaszę i cieciorkę i po ok. dziesięciu minutach smażenia danie było gotowe.

Obok pitrałki znajduje się surówka obficie posypana zmielonym siemieniem lnianym i ziarnem sezamu.

niedziela, 4 listopada 2012

Gulasz sojowy

Nie wygląda najpiękniej, ale jest pyszny i tani.

Składniki:
1 paczka kotletów sojowych (suchych np. "Minutek")
1 kostka bulionu warzywnego
3 cebule
3 pomidory
1 czerwona papyka
2 torebki brązowego ryżu

1. Kotlety sojowe wsypać do gotującego się bulionu. Warzywa pokroić i wrzucić na patelnię z olejem.
2. Ugotowane kotlety wyjąć na deskę do krojenia. Do bulionu po kotletach wsypać z torebek ryż. Kotlety pokroić w cieniutkie paseczki.

kotlety sojowe, warzywa, ryż w bulionie

3. Gdy ryż się ugotuje, dorzucić kotlety i podsmażone warzywa. Wymieszać i przyprawić.
4. Gdy nadmiar wody wyparuje, podawać.

sobota, 3 listopada 2012

Pizza błyskawiczna

Wróciłam z zakupów zmęczona i głodna, bez najmniejszej chęci na przygotowanie skomplikowanych dań, zrobiłam więc na obiad... pizzę. Przepis na ciasto jest niezwykle prosty, czas przygotowania i pieczenia zamyka się w półgodzinie. Smak dobry, a nawet bardzo dobry.

Do miski wsypałam mąkę (na oko - tyle ile potrzeba do uformowania jednej średniej wielkości pizzy), dodałam pół łyżeczki soli, trochę przyprawy do dań włoskich, 3 łyżki oleju i ok. pół kubka wody. Zagniotłam ciasto. Rozwałkowałam je na stole na mniej więcej pięciomilimetrowy placek. Przełożyłam pizzę na blachę wyłożoną folią aluminiową i lekko posypaną mąką, aby zminimalizować możliwość przywarcia.


Po całej powierzchni rozsmarowałam pół puszki krojonych pomidorów (to bardzo ważne! pizza nie może być sucha), dorzuciłam pół puszki czerwonej fasoli, wkroiłam jedną paprykę, posypałam tofu i przyprawami. Piekłam pizzę ok. 15 minut w temperaturze ponad 200 stopni.

Wierzcie lub nie, ale pochłonęłam całą! :B

piątek, 2 listopada 2012

Makaron razowy z tofu

Rozsmakowałam się w serku i mleku z orzechów włoskich (szczególnie w owsiankach na jednym lub drugim wyżej wspomnianym produkcie). Na szczęście właśnie wcinam ostatnią porcję tych rarytasów... Jeszcze kilka dni i mogłabym się roztyć ;)

Wczoraj na obiad zrobiłam sobie makaron razowy z marynowanym tofu. Chociaż wizualnie potrawa nie zachwyca, w trakcie gotowania i przed rozpoczęciem konsumpcji zrobiłam kilka zdjęć (to już mój stały nawyk - zanim coś zjem lub wypiję, pstrykam fotki z myślą o blogu ;) ).

W powiększeniu na trzonku łyżki widać zrobiony przeze mnie napis WEGE! ;)

Składniki:
1 cebula
1 tofu marynowane (choć może być każde, byle twarde)
3 łyżki tartej bułki
1 papryka
garść sezamu
makaron razowy (ok. 150 g świderków)
sos sojowy, przyprawy

Do zeszklonej na oleju cebuli dodałam tofu pokrojone w kostkę i obtoczone w tartej bułce, polałam obficie sosem sojowym, przyprawiłam. Po około dziesięciu minutach dorzuciłam zieloną paprykę pokrojoną w paseczki. Gdy danie się podduszało, ugotowałam makaron razowy (czas gotowania do 5 minut). Na koniec dorzuciłam na patelnię garść sezamu, dodałam makaron, wymieszałam i doprawiłam.
I zjadłam połowę ;) - drugą część dania spałaszuję dzisiaj.

 Kilka tygodni temu mój tata otrzymał od gości z Tajwanu zieloną herbatę. Zaparza się ją kilka minut w jednym dzbanku, podaje zaś w drugim. Pozostawione w pierwszym dzbanku fusy można jeszcze dwa razy zalać wrzątkiem. Za każdym razem herbata jest pyszna :)

czwartek, 1 listopada 2012

Dzień Budzicieli Narodu

Co dziś obchodzimy? Większość naszego społeczeństwa odpowiedziałaby: Wszystkich Świętych (ewentualnie niepoprawnie "święto zmarłych" - nie będę tego nawet komentować ;)

Oprócz wyżej wspomnianego katolickiego święta Wikipedia podaje kilka innych, m.in. Światowy Dzień Wegan i bułgarski Dzień Budzicieli Narodu (pięknie brzmi, nieprawdaż?).  
Czy tylko ja widzę paralelę między tymi dwoma dniami? :) Przecież weganie są w pewnym sensie budzicielami narodu! Budzą sumienia innych ludzi, otwierają oczy "niewidzącym" (przy okazji polecam świetny tekst niejakiej Trop opublikowany na forum Veg).
Nie trzeba być aktywistą, żeby dawać dobry przykład. Wystarczy konsekwentnie trzymać się swoich zasad, nie wstydzić się swoich ideałów, a wszystkim zainteresowanym uświadamiać powody kroczenia taką a nie inną ścieżką.
...Takie moje małe refleksje przy porannej (no, dobrze, przedpołudniowej ;) kawie.


Cappuccino z mlekiem z orzechów włoskich i kawa z pianką w pełnym formacie w moim ulubionym kubku z Beatlesami* (kubek ten uwielbiam do tego stopnia, że praktycznie nigdy go nie używam :B ). Mleczko sprawdziło się idealnie: nadało kawie delikatny orzechowo-waniliowy aromat i - jak widać na zdjęciach - ładnie się spieniło :) 
Słowo honoru, sto razy lepsze od krowiego!

Serdecznie pozdrawiam wszystkich wegan oraz wszystkich weganizujących wegetarian! 
Oby z każdym rokiem było nas coraz więcej! :)

*The Beatles - mój ulubiony zespół, podobno wszyscy czterej są/byli wege (a na pewno George i Paul).

środa, 31 października 2012

Mleko i twarożek z orzechów włoskich

Niestety nie pamiętam, skąd zaczerpnęłam ten przepis (spisałam go sobie jakiś czas temu), ale mimo wszystko go powielę (mając nadzieję, że autor nie będzie miał tego za złe ;)
(późniejszy dopisek: receptura pochodzi z bloga Wegan Nerd!)

1 kubek orzechów włoskich przesypujemy do miski i zalewamy zimną wodą.
Następnego dnia orzechy kilkakrotnie płuczemy, później wrzucamy do blendera, zalewamy dwoma kubkami zimnej wody, dodajemy 2 łyżeczki cukru waniliowego i miksujemy.
Przecedzamy przez gazę lub gęste sitko.

Z podanych proporcji otrzymujemy kubek mleka i pół miseczki twarożku.

Część twarożku od razu wykorzystałam do wykonania szybkiego II śniadania (dodałam łyżeczkę syropu z agawy, łyżkę płatków owsianych, pół jabłka i trochę ananasa z puszki). 
Pycha! Polecam każdemu :)

*
Polecam również naleśniki z powyższym twarożkiem, cukrem waniliowym i rodzynkami
polane powidłami śliwkowymi. Istna rozpusta! ;) (lecz raz na jakiś czas można sobie dogodzić)

Ku pokrzepieniu weganizujących serc

Poniżej zamieszczam kilka moich ulubionych weg(etari)ańskich filmików z youtube'a, które podnoszą mnie na duchu i napełniają pozytywną energią.


We are the Vegans - ciepła, krzepiąca piosenka


My innocence begins today - utwór dość smutny (również ze względu na pojawiające się drastyczne obrazy), ale zarazem piękny i z głębokim przesłaniem. Wzruszam się za każdym razem, gdy go słucham. Polskie napisy zawdzięczamy autorce wspaniałego bloga Weganizm :)


Why must we eat the animals - pozytywna piosenka z miejsca wpadająca w ucho, uwielbiam ją!


Vegan style - moje dzisiejsze odkrycie, nie mogę się nasłuchać... ;)

wtorek, 30 października 2012

Naleśniki z bakłażanem na ostro

Blogowanie wciąga :) 
Dziś polecam pikantne naleśniki z bakłażanem i czerwoną fasolą. Danie przygotowałam w niedzielę, jednocześnie gotując zupę, robiąc pastę do chleba, płucząc kiełki i rozpuszczając czekoladę do naleśników w wersji słodkiej... Taki ze mnie Kozak! ;)

No, dobrze... Gwoli uczciwości dodam, że w pichceniu pomógł mi nieco Narzeczony :*

Dość chwalenia się, czas na konkrety.
Przepis na wegańskie naleśniki jest prosty jak budowa cepa ;) (mleko roślinne + mąka + olej)
Procedura smażenia również nie powinna nastręczać trudności, zatem skupię się na farszu.
Podaję proporcje na ok. 6-8 naleśników.

Składniki:
1 mały bakłażan
1 puszka czerwonej fasoli wraz z zalewą
2 papryki czerwone
1 duża cebula
pieprz cayenne i inne przyprawy

Bakłażan obrać, pokroić w plastry, każdy posolić. 
Na oleju podsmażyć cebulkę, dodać doń pokrojoną w paseczki paprykę i czerwoną fasolę.
Opłukać bakłażan z soli, pokroić w kostkę i dodać do dania.
Wymieszać, przyprawić. Dusić jakiś czas, aż bakłażan zmięknie.


Naleśnik z powyższym farszem świetnie smakował z zaimprowizowaną sałatką podaną na liściu kapusty pekińskiej.

Składniki sałatki:
5 liści kapusty pekińskiej
1 duży pomidor
1/2 cebuli
1/2 pęczka szczypiorku
sos (2 łyżeczki sosu sojowego, 1 łyżeczka oleju lnianego, 2 łyżeczki soku z cytryny, pieprz, cukier, suszona bazylia)

poniedziałek, 29 października 2012

Zupa z pieczonej dyni

Przyznam się bez bicia, że chociaż dynia faszerowana okarą okazała się udanym eksperymentem, nie daliśmy rady spożyć jej całej (farsz wyjedliśmy, lecz większa część warzywa pozostała nietknięta ludzkim zębem ;).
Z tego co zostało ugotowałam wczoraj sycącą, zawiesistą zupę.


Składniki:
3/4 małej pieczonej dyni
1 mały bakłażan
1 mała cebula
1 mały por
1/2 selera
2 pietruszki
2 ziemniaki
2 łyżki koncentratu pomidorowego
3 liście laurowe

Do dużego garnka wrzucić: obrane i pokrojone ziemniaki, pietruszki, seler i pokrojony w paseczki por. Zalać wodą. Gdy zupa zacznie się gotować, dołożyć obrany i pokrojony w kostkę bakłażan, pokrojoną dynię, podsmażoną na oleju cebulkę, liście laurowe i koncentrat. Przyprawić wg uznania. Gotować ok. godziny. Mniam!

sobota, 27 października 2012

Dynia faszerowana okarą

Kilka dni temu zrobiłam mleko sojowe (polecam ten przepis) i zastanawiałam się, co zrobić z jego ubocznym produktem - okarą. Przez chwilę rozważałam usmażenie kotletów, lecz ponieważ w zamrażalniku mam ich spory zapas, zdecydowałam się na mały kulinarny eksperyment...

Składniki:
1 mała dynia
ok. 3-4 szklanek okary
1 awokado
3 marchewki
1 cebula
1/2 czerwonej papryki 
olej, przyprawy

Odkroić górę dyni i wyjąć ze środka pestki - otrzymamy w ten sposób osobliwy "jadalny" garnuszek z pokrywką.
 Podprażyć na patelni okarę, dodać do niej uprzednio pokrojoną i podsmażoną na oleju cebulę, przyprawić. Wyłączyć gaz pod patelnią, dodać pokrojone awokado, marchewki i paprykę. Wymieszać. Otrzymany farsz włożyć do dyni i przykryć "pokrywką". 


Piec do czasu, aż dynia będzie miękka z zewnątrz (ok. godziny). Na ostatni kwadrans pieczenia można zdjąć górę, aby farsz z wierzchu ładnie się zarumienił.


Eksperyment się udał :) Narzeczony biorący czynny udział w przedstawionym wyżej doświadczeniu orzekł, że danie mogłoby zyskać w towarzystwie sosu pomidorowego ;)
W najbliższym czasie planowany jest kolejny eksperyment z dynią w roli głównej.

piątek, 26 października 2012

Prawidłowa dieta wegańska

Każdemu zainteresowanemu/zainteresowanej polecam wegańską piramidę żywieniową:


Przyznam się, że ilość/wielkość porcji zalecanych dziennie do spożycia jest nieco przerażająca, jednak warto starać się (przynajmniej jakościowo) dążyć do przedstawionych wyżej ideałów.

Na koniec chciałabym przedstawić pogodną piosenkę w rytmie reggae, którą poznałam na blogu Vegan Nerd!: Don't touch me tomato (ja również zastanawiam się, jak zinterpretować ten tytuł... ;)



czwartek, 25 października 2012

Oszukane pesto

Dziś przyrządziłam na obiad spaghetti z sosem pesto (w zasadzie powinnam napisać quasi-pesto). Super danie! Proste w przygotowaniu, a co najważniejsze pyszne - nawet mojemu Tacie smakowało ;)

Składniki:
1 bazylia (listki)
2 nacie pietruszki (bez łodyżek)
1 pokrojony ząbek czosnku
1 garść pokruszonych orzechów włoskich
1/2 szklanki oliwy z oliwek

Składniki zblendować na gładką masę, posolić i popieprzyć według uznania. Wymieszać z ugotowanym al dente spaghetti (polecam makaron z pełnego ziarna). Gotowe!


Niestety zdjęcie zrobiłam dopiero pod koniec obiadu... ;)
Danie serwowałam z surówką z czerwonej kapusty i rzodkiewką dla ozdoby.

środa, 24 października 2012

Pierwszy post

Witam wszystkich serdecznie na moim - przed momentem założonym - blogu (choć szczerze mówiąc w tej chwili nie sądzę, żeby znalazł się jakiś inny czytelnik oprócz autorki ;).
Ośmieliłam się zagarnąć dla siebie kawałek wirtualnej przestrzeni zainspirowana licznymi wegańskimi blogami, które wertuję z zapałem od dwóch tygodni, spisując przepisy na pyszne roślinne dania, poszerzając swoją wiedzę i odkrywając coraz to nowe powody do radości z bycia wege.

Obiecuję, że następny post będzie dłuższy i ze zdjęciem. W weekend mam zamiar upichcić coś specjalnego i na pewno zdam relację.