czwartek, 20 lutego 2014

Chipsy Extra Strong ;)

Pocieszania się ciąg dalszy.

Chipsy nie są moją ulubioną przekąską. Sporadycznie kupuję jeden ściśle określony rodzaj tego śmieciowego jedzenia. Po cóż jednak kupować w sklepie to, co przy niewielkim nakładzie pracy można zrobić samemu? Wystarczy mieć pod ręką kilka ziemniaków, podstawowe przyprawy i garnek do frytek (ewentualnie głęboką patelnię).



Ziemniaki obieramy, płuczemy i tniemy w cienkie talarki np. za pomocą ostrej tarki w nożu. Podgrzewamy olej; gdy zacznie pachnieć, wrzucamy eksperymentalnie kawałeczek surowego ziemniaka - powinien utrzymywać się na powierzchni i lekko skwierczeć. 

 Wkładamy talarki ziemniaków do oleju w miarę możliwości pojedynczo, żeby się nie posklejały. Każdą usmażoną partię odsączamy z nadmiaru tłuszczu na ręczniku papierowym i wrzucamy do miski. Całość przyprawiamy według upodobań (swoje chipsy potraktowałam solą i duużą ilością ostrej papryki).

Gotowe! Chrup, chrup...
Nawet Tralusia (zob. nos po lewej;) się zainteresowała...

poniedziałek, 17 lutego 2014

Babeczki Alicii Silverstone

Od zeszłego tygodnia nie wiedzie mi się najlepiej. Smutek, przygnębienie, poczucie beznadziei... nie będę wyliczać dalej - przez ostatnie kilka dni były moimi stałymi towarzyszami. Na szczęście jestem optymistką i nie umiem długo się dołować; działam, w międzyczasie pocieszając się ulubioną muzyką i słodyczami. Właściwie z przymrużeniem oka mogę napisać, że moje motto to:


Wczoraj na pociechę upiekłam sobie, chodzące za mną od dawna, babeczki z bloga Alicii Silverstone. Uczciwie zaznaczam, że korzystałam z tłumaczenia autorki bloga Weganizm (angielski mi nieobcy, ale tak się złożyło, że najpierw natknęłam się na przepis przytoczony w polskim blogu, później zaś na oryginał).


Dziś podaję przepis w nietypowej formie.



Składniki z dwóch pierwszych klamer oraz gotowe ciasto babeczkowe.

Zamiast dżemu truskawkowego użyłam powideł śliwkowych Babci (ostały się jeszcze dwa słoiczki).

Oryginał po lewej, kopia mojego autorstwa po prawej. Bardzo smaczna kopia. :))

środa, 5 lutego 2014

Quasi canelloni z pora

To jest skandal, proszę Państwa! Założyć blog i nie móc stworzyć nawet jednego posta miesięcznie... ;)

Aby się jakoś zrehabilitować w oczach własnych oraz osób odwiedzających ten mój mały zakątek internetowej przestrzeni - dziś przedstawiam przepis na coś nietuzinkowego. Pomysł na danie przyszedł mi do głowy kilka dni temu, gdy zastanawiałam się, jakie warzywo obecnego (zimowego) sezonu nadaje się do faszerowania. Początkowo wprawdzie miałam wizję całych, nieprzerwanych porowych rurek, jednak w praktyce utworzenie takowych okazało się awykonalne. Zadowoliłam się zatem czymś podobnym - stąd wyraz "quasi" w nazwie potrawy.

 
QUASI CANELLONI Z PORA

Składniki:
2 grube pory
2 cebule
1 kostka bulionu warzywnego
1 opakowanie granulatu sojowego
1/2 szklanki jakiejś kaszy (u mnie był pęczak)
olej, oliwa z oliwek, przyprawy

1. Podsmażamy na oleju cebule pokrojone w kostkę.
2. Gotujemy kaszę - gdy już zmięknie dodajemy do niej kostkę warzywną i granulat sojowy. Mieszamy i gotujemy jeszcze kilka minut. Łączymy z cebulą, przyprawiamy i chwilę smażymy.



3. Oporządzamy pory - tj. wyrzucamy ze dwie wierzchnie warstwy, obcinamy końce, dokładnie myjemy - i dzielimy je na dwie-trzy części. Każdą część nacinamy wzdłuż do połowy średnicy.



4. Rozczapierzamy i wypełniamy kolejne ruloniki przygotowanym farszem. Niewykorzystane liście pora można przeznaczyć na surówkę lub składnik innego dania.



5. Układamy nasze quasi canelloni w niewysokim naczyniu żaroodpornym wysmarowanym olejem. Całość zalewamy oliwą z oliwek z przyprawami (świeże zioła zapewne byłyby lepsze). Pieczemy ok. 45 minut w temperaturze 150 stopni.


Gotowe! Te canelloni są dużo zdrowsze niż tradycyjne makaronowe, a przy tym tańsze i łatwiejsze w wypełnianiu.
Szczerze polecam! :)