wtorek, 6 grudnia 2016

Piernikowa chatka i pierniczki

W zeszłym tygodniu upiekłam pierniczki. Użyłam sprawdzonego przepisu z ubiegłego roku (zainteresowani są proszeni o kliknięcie ostatniego słowa w poprzednim zdaniu ;) . Wielorybek dzielnie (i z wielką frajdą) mi pomagał, przy okazji wyjadając surowe ciasto, gdy tylko matka odwróciła wzrok w inną stronę... ;)
Zapraszam do obejrzenia zdjęć!




Tak, wiem, że moja piernikowa chatka pozostawia nieco do życzenia, że przypomina raczej kurną chatę podczas roztopów niż bajkową siedzibę Świętego Mikołaja, ale cóż... :D
Wydaje mi się, że jak na pierwszy raz ujdzie. ;)


sobota, 8 października 2016

Kuskusowa zapiekanka

Podczas zakupów ujrzałam żółtą fasolkę szparagową w bliskim sąsiedztwie czerwonej papryki... i już miałam pomysł na smaczny obiad :)




KUSKUSOWA ZAPIEKANKA

Składniki:
1 opakowanie kuskusu (300 gramów)
3 duże garście fasolki szparagowej żółtej*
2 czerwone papryki
1 mała cukinia
1 puszka krojonych pomidorów
olej, oliwa, pieprz, tymianek, papryka słodka, papryka ostra
(i inne przyprawy wg uznania)

*Przepraszam za użycie tak nieprecyzyjnej jednostki wagi ;)

Fasolkę szparagową gotujemy do miękkości (najlepiej poprzedniego dnia).
Pokrojone w paseczki papryki trzy minuty podsmażamy na oleju. Dorzucamy pociętą w talarki cukinię, mieszamy i smażymy jeszcze ok. kwadransa. Dodajemy pomidory z puszki, przyprawiamy i trzymamy na gazie jeszcze kilka minut, od czasu do czasu mieszając.
W międzyczasie przygotowujemy kuskus wg instrukcji na opakowaniu. Gdy kasza napęcznieje, dodajemy do niej dwie łyżki oliwy i przyprawy, których użyliśmy wcześniej - tyle że mniej (kuskus powinien stanowić łagodny dodatek do wyrazistego smaku smażonych składników dania).
W naczyniu żaroodpornym układamy kolejno: połowę kuskusu, fasolkę szparagową, zawartość patelni i resztę kuskusu. Zapiekankę pieczemy 30-40 minut w średniej temperaturze.

 N. nie tylko z zainteresowaniem śledziła moje poczynania, ale również pomagała przyprawiać.


Przekrój - przed włożeniem do piekarnika.

poniedziałek, 26 września 2016

Zupa krem z cukinii

Wiem, wiem, zaniedbuję blog haniebnie. Cóż, kiedy non stop siedzę w pracy (zdarza się, że kilkanaście dni pod rząd). Czasu mało, obowiązków dużo... i gdy wreszcie znajduję chwilę, by wziąć się za gotowanie, najczęściej kończy się czymś niewyszukanym, np. mrożonką warzywną z jakąś kaszą. Jednak trzy tygodnie temu postanowiłam zrobić coś innego niż zwykle. Ecco! - jak mówią Włosi. ;)


Krem z cukinii

Składniki:
4 małe cukinie
2 marchewki
1 por
1 garść mrożonej włoszczyzny w paskach
1/2 cytryny
oliwa z oliwek, pieprz, sól


1. Włoszczyznę i marchewki zalewamy 1 litrem wody i wstawiamy na gaz.
2. Podczas gdy bulion się gotuje, na dużej patelni podsmażamy na oliwie pokrojony w półtalarki por i cukinie pocięte w ćwierćtalarki (tyle ile się zmieści). Przyprawiamy solą, pieprzem i sokiem z cytryny, wlewamy dwie chochle bulionu i dusimy ok. kwadransa.
3. Gdy marchewki będą miękkie, wyjmujemy je z garnka i odkładamy na bok. Bulion zaś wlewamy do kielicha blendera, umieszczamy tam również zawartość patelni i surową cukinię, która nam została. Blendujemy na gładką masę. Przelewamy do garnka.
4. Marchewki kroimy na plasterki i wrzucamy do zupy. Podgrzewamy.

Świetnie smakuje z grzankami lub bagietką czosnkową.



niedziela, 24 lipca 2016

Quinianka malinowa

Owsianki i jaglanki na dobre zagościły w śniadaniowym repertuarze wielu domostw. A co powiecie, drodzy Czytelnicy, na quiniankę? ;)


Składniki:
1/2 kubka kaszy quinoa
1 kubek malin
1 łyżeczka melasy
1/2 banana

Kaszę płuczemy i gotujemy według instrukcji na opakowaniu. Gdy będzie ugotowana, dodajemy zblendowane maliny i melasę. Mieszamy. Dekorujemy owocami.


piątek, 17 czerwca 2016

Pieczone kartofelki i kotlety z bakłażana

Ostatnio zaniedbałam blog. Masa spraw mnie absorbuje, czas pędzi jak szalony i gdy przychodzi wieczór, nie mam siły wziąć się za redagowanie posta lub zwyczajnie mi się nie chce. Zapewne ów stan haniebnego zaniedbania przedłużyłby się o kolejne dni i tygodnie, gdyby nie dzisiejszy obiad... Niestety nie mam w tym miejscu na myśli własnoręcznie upichconego dania, lecz przepyszną potrawę, którą zamówiłam sobie i córce w sopockiej wege-wegan  DZIUPLI . Wszystkie bioway'e i greenway'e świata mogą się schować! Omawiany lokal mieści się przy ul. Pułaskiego 19/2 (przecznica Bohaterów Monte Cassino) i jest położony tuż przy fontannie Jasia Rybaka. Spacerowałam wokół niej z Wielorybem, czekając na risotto porowo-dyniowe z kotletem z czerwonej soczewicy, z rukolą, masłem orzechowym i granatem. Danie było pięknie podane (żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia), wyglądało bardzo apetycznie, a smakowało wybornie! Od dawna nie zdarzyło mi się jeść na mieście czegoś tak pysznego.  Ryż rozpływał się w ustach, a kotlety (były trzy) - istne niebo w gębie! N. jedzenie również przypadło do gustu - kilka razy biła brawo. :) Jedyny minus to gabaryty porcji - za 22 złote mogłaby być troszkę większa. Gorąco polecam tę restaurację!


Po powyższej pochlebnej recenzji przechodzę do mojego jakże skromnego przepisu...
Gotowane kartofle sporadycznie goszczą na moim stole, jakoś odnoszę wrażenie, że smak nie jest wart tracenia czasu na obieranie przybrudzonych ziemią bulw. Co innego kartofle pieczone w oliwie z rozmarynem... mmmm... te mogłabym jeść na okrągło (zresztą nie tylko ja, Wielorybek też je uwielbia). Nie traktuję ich bynajmniej jako dodatku do obiadu, zazwyczaj stanowią królewskie danie główne. Ostatnio jednak podałam je z kotletami z bakłażana.

Składniki:
1,5 kg kartofli
5 łyżek oliwy z oliwek + 1 czubata łyżka rozmarynu + 1 płaska łyżeczka soli + papryka ostra (wg uznania)
1 bakłażan
1 łyżka zmielonego siemienia lnianego + 3 łyżki wody
bułka tarta, olej

1. Kartofle obieramy i kroimy na kawałki. Wrzucamy je do miski z oliwą i przyprawami. Dokładnie mieszamy, przenosimy do płaskiej formy wyłożonej folią aluminiową i papierem do pieczenia (mój patent, by oszczędzić sobie zmywania). Pieczemy 40-50 minut - w zależności od wielkości kartofelków - w temperaturze ok. 200 stopni.
2. Bakłażan myjemy, obieramy, kroimy na grube, jednocentymetrowe plastry. Każdy obtaczamy w mieszaninie wody z siemieniem, a następnie w tartej bułce. Smażymy z obu stron na krótko przed wyjęciem z piekarnika kartofli.
3. W tak zwanym międzyczasie mamy dość czasu, aby wykonać jakąś szybką surówkę ;)

piątek, 22 kwietnia 2016

Spaghetti Cieciorgnese

Gotowanie to bardzo odpowiedzialne i pracochłonne zajęcie. Nie mam tu na myśli wyłącznie czynności stricte kuchennych. Mycie, płukanie, obieranie, smażenie, pieczenie, krojenie, siekanie itp. poprzedzone są pracami myślowo-organizacyjnymi związanymi z odwiecznym, egzystencjalnym wręcz zagadnieniem "Co jutro na obiad?" (nie jest to bynajmniej tylko moja bolączka). Odpowiadając na to banalne pytanie, należy uwzględnić szereg czynników: zawartość lodówki, zawartość portfela, trasę spaceru (sklepy, które mijamy po drodze - asortyment, ceny wiktuałów), dysponowany czas na przygotowanie posiłku (zazwyczaj jest go jak na lekarstwo), preferencje smakowe/wiek domowników, walory zdrowotne - kolejność przypadkowa - i inne tego typu kwestie.
Wszystko to sprawia, iż planowanie obiadów niejednokrotnie wydaje mi się uciążliwe. Zazwyczaj staram się gotować od razu na dwa dni, żeby mieć z głowy stanie przy garach i wcześniejsze kombinowanie, co by tu upichcić. Bardzo nie lubię sytuacji, gdy budzę się rano i jeszcze nie wiem, co zrobić na obiad... zapewne nie ja jedna.
Jeśli tylko mogę, pewne drobne rzeczy kuchenne przygotowuję zawczasu, np. potrzebne warzywa myję już rano przy okazji zmywania po śniadaniu lub obieram i kroję cebulę podczas drzemki Wieloryba, słuchając jednocześnie radia lub Rodziny Poszepszyńskich*... albo moczę ziarna cieciorki  wieczorem, zostawiam na noc, przed południem płuczę i gotuję, po południu zaś przygotowuję wariację na temat spaghetti bolognese...

Spaghetti Cieciorgnese

Składniki:
2 łyżki oliwy
1 mała cebula
2 ząbki czosnku
ok. 2 kubki ugotowanej cieciorki
ok. 700 ml przecieru pomidorowego
słodka papryka, chili, bazylia, oregano, sól, pieprz
pełnoziarnisty makaron spaghetti

Cieciorkę mielimy w elektrycznej maszynce do mielenia (zawsze mielę więcej niż potrzeba - skoro już brudzimy maszynerię... zawsze można nadmiar zamrozić albo przygotować falafelecieciorellę lub improwizowane ciasteczka). Cebulę obieramy, kroimy w kostkę i szklimy na oliwie. Dodajemy obrany, drobno posiekany czosnek i jeszcze minutkę trzymamy na ogniu. Dodajemy zmieloną cieciorkę, przecier, przyprawy, mieszamy. Gorącym sosem polewamy ugotowany makaron.




*Kto nie słyszał o Rodzinie Poszepszyńskich, niech koniecznie posłucha tego odcinka (kto zna i lubi również! :) ).

niedziela, 17 kwietnia 2016

Kotlety cebulowe

Po ostatnim udokumentowanym na blogu pitraszeniu zostały mi cztery obgotowane cebule...


KOTLETY CEBULOWE 

Składniki:
(proporcje na 10 szt.)
4 cebule
1/2 kubka otrębów mieszanych
1 łyżka siemienia lnianego zmielonego
sól, pieprz, tymianek

oraz tarta bułka do panierki

Cebule obrać i włożyć na pięć minut do gotującej się wody. Zmielić w maszynce do mielenia, połączyć z pozostałymi składnikami. Jeśli konsystencja masy będzie zbyt luźna, można dosypać nieco otrębów. Formować niewielkie kotlety, obtaczać w tartej bułce i smażyć z obu stron na oleju.

Kotlety są wilgotne i kruche, słodkawe w smaku... mogą być też wesołe - jeśli odpowiednio je przystroić :)

czwartek, 14 kwietnia 2016

Faszerowane cebule

Cebula znana była ludzkości już 5000 lat p.n.e. (świadczą o tym rysunki odnalezione w Palestynie). Uprawiana o każdej porze roku, sprzedawana po niewygórowanych cenach obecnie należy do grona najpopularniejszych warzyw. A to bynajmniej nie wszystkie jej zalety... W niepozornej białej główce znajduje się witamina C oraz - w mniejszych ilościach - B1, B2, B6 oraz mangan i potas. Co ważne, wartości te nie giną bez względu na sposób przygotowania! Cebula zawiera również kwercetynę - antyutleniacz, który może mieć znaczenie w leczeniu chorób nowotworowych i zapobieganiu ich rozwojowi. Dzięki właściwościom bakteriobójczym i substancjom stymulującym układ odpornościowy stanowi naturalne lekarstwo na różnego rodzaju infekcje. Ponadto  pobudza apetyt, wspomaga trawienie i zwalcza pasożyty. Nic tylko zajadać tę niepozorną roślinę od rana do wieczora! ;)

Co do mnie, spożywam ją codziennie w tej czy innej postaci. Nigdy jednak nie wpadłam na pomysł, by ją nafaszerować i upiec w piekarniku. Aż do dzisiaj. :)


Składniki:
4 duże cebule
100 g brązowego ryżu
1/2 kubka zielonej soczewicy
2 garście jarmużu
ok. 250 g przecieru pomidorowego

W jednym garnku połączyć, wypłukać i ugotować ryż z soczewicą (zajmie to ok. pół godziny). W  międzyczasie obrać i opłukać pod bieżącą wodą cebule, które następnie wrzucić na pięć minut do wrzącej, osolonej wody. Po tym czasie przepołowić je wzdłuż. Dwie-trzy warstwy wierzchnie każdej połówki ułożyć na blasze piekarnika wyłożonej papierem do pieczenia. Pozostałe części drobno pokroić i podsmażyć na oleju przez ok. dwie minutki, po czym połączyć z ugotowaną i odcedzoną mieszanką ryżu i soczewicy. Doprawić (ja użyłam pieprzu, tymianku i słodkiej papryki), wymieszać. Powstałym farszem wypełnić odłożone części cebul. Piec w średnio nagrzanym piekarniku ok. 20 minut. Podawać z prostym sosem pomidorowym (przecier plus przyprawy) i posiekanym jarmużem.

Nieskromnie napiszę, że było pyszne.... :)

Kiedy spojrzysz na cebulę, moją fizys wspomnij czule ;)

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Jaglanka gruszkowo-daktylowa

Jaglanka kilka miesięcy temu weszła na stałe do mojego śniadaniowego repertuaru.
Zainspirowana przez innych blogerów postanowiłam podzielić się własną ulubioną wersją tego zdrowego dania.


Składniki:
3/4 szklanki kaszy jaglanej
1 gruszka konfencja
4 daktyle niesiarkowane
1 łyżeczka melasy (używam buraczanej ze względu na bogactwo żelaza)
kilka orzechów włoskich
1 jabłko

Do garnka z przepłukaną kaszą wlewamy 2,5 szklanki zimnej wody. Zagotowujemy, po czym zmniejszamy płomień. Do kaszy wrzucamy posiekane daktyle oraz gruszkę pozbawioną skórki i gniazdek nasiennych pokrojoną w grubą kostkę. Mieszamy i przykrywamy garnek pokrywką, zostawiając mały lufcik. 
Po dziesięciu minutach (gdy kasza jest już z grubsza ugotowana) wyłączamy gaz, mieszamy i szczelnie nakładamy pokrywkę, aby jaglanka wchłonęła pozostałą wodę i nabrała mocy ;) 
Po upływie kilku minut dodajemy melasę i pokruszone orzeszki. Starannie mieszamy. Tuż przed podaniem kładziemy na wierzch kawałki jabłka.

Z powyższych proporcji uzyskujemy dwie miseczki, czyli porcję dla jednej wygłodniałej osoby lub dwóch umiarkowanie głodnych. ;) Wielorybkowi, dysponującemu jak na razie siedmioma zębami, oczywiście serwuję jaglankę bez orzechów, z jabłkiem drobno posiekanym i pozbawionym skórki.


Chodzi za mną już od kilku tygodni... 

 Robbie Williams - Do Nothin' Till You Hear From Me

poniedziałek, 21 marca 2016

Błyskawiczne rolady z jarmużem

Wstyd mi za ponad miesiąc niepisania... W ostatnim czasie zajmuje mnie sporo różnych rzeczy i niestety cierpi na tym blog.

Wielorybek ma już roczek. <3
Obchody urodzin odbyły się u Teściów, co nie zwalniało rodziców (czyt. matki - ech... ;) jubilatki od przygotowania części poczęstunku dla licznych gości. Wykonałam m.in. dwie jarmużowe rolady z ciasta francuskiego, które dotychczas świetnie sprawdzały się podczas wieczorków brydżowych. Są smaczne, dość efektowne i bardzo proste w przygotowaniu. Polecam! :)


Składniki:
(na dwie rolady)
200 g jarmużu (1 opakowanie)
1/2 czerwonej papryki
1 mała cebula lub 1/2 dużej
1 łyżka oliwy z oliwek
pieprz, pieprz ziołowy, maleńka szczypta chili
2 opakowania ciasta francuskiego

Jarmuż kroimy, poddajemy wstępnej obróbce, tj. zalewamy wrzątkiem, a następnie zimną wodą. Do odciśniętego jarmużu dodajemy pokrojoną w kostkę paprykę, cebulę, oliwę i przyprawy. Mieszamy.  Na każdy rozwinięty arkusz ciasta francuskiego nakładamy farsz - rozprowadzamy go po jednej jego stronie na niemal całej szerokości, zawijamy w możliwie ciasny rulonik, który na końcach  i miejscu łączenia brzegu z całością "zaklejamy". Pieczemy w piekarniku do momentu zarumienienia ciasta.

sobota, 20 lutego 2016

Cieciorkowy obiad

Szukam właściwych słów, aby nazwać smaczne i sycące danie, które zaimprowizowałam ostatnio rodzinie na obiad, lecz nie znajduję ;) Jest to rodzaj purée z ciecierzycy wzbogacone dwoma biało-zielonymi warzywami. Zapraszam...



Składniki:
1 fenkuł
1/2 pora (liście zielone i białe)
2 kubki ugotowanej ciecierzycy
2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
przyprawy

Cebulową część fenkułu kroimy w kostkę, por w ćwierćtalarki i podsmażamy chwilę na oleju. Cieciorkę blendujemy z wodą w proporcji 2:1 i łączymy z warzywami na patelni. Dodajemy koncentrat i przyprawy (u mnie jedynie pieprz, pieprz ziołowy i rozmaryn; gdyby Wieloryb nie jadł z nami, sypnęłabym jeszcze ostrą paprykę i dużą szczyptę soli). Podajemy z ryżem/kaszą/makaronem, posypane posiekaną częścią "koprową" fenkułu.


Przy okazji zrobiłam N. błyskawiczny niemowlęcy hummus (czubata łyżka cieciorki, łyżeczka pasty tahini, pieprz ziołowy i tymianek).

 Na drugie śniadanie zjadła ze smakiem kilka takich kanapeczek. Gdzie jej się to mieści, nie wiem ;)

sobota, 13 lutego 2016

Harirowy sos

W zeszłym miesiącu poznałam dwa wspaniałe przepisy, które na stałe włączyłam do swego kulinarnego repertuaru: cieciorellę erVegana (pożeram ją sama w dwa dni - z pieczywem i bez :B) oraz harirę Jadłonomii. 
Druga z wymienionych wyżej receptur stanowiła inspirację do powstania niniejszego sosu.

Składniki:
1 cebula
2-3 marchewki
500 ml przecieru pomidorowego
1 puszka krojonych pomidorów
 
2 łyżeczki kuminu
1 łyżeczka imbiru
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka ostrej papryki
1/2 łyżeczki słodkiej papryki
1/2 łyżeczki nasion kolendry
1 ziarno ziela angielskiego

Obrane i pokrojone w kostkę warzywa wrzucamy do garnka wraz z przyprawami. Podsmażamy je dwie-trzy minutki na oleju, stale mieszając. Wlewamy przecier i zawartość puszki. Gotujemy pod przykryciem pół godziny. Gotowe!

Wybornie smakuje z komosą ryżową i surówką z kiszonej kapusty.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Ryż z jabłkami

Zanim przejdę do przepisu, chciałabym się pochwalić. Otóż niniejszy blog został przyjęty do programu Weganizm. Spróbujesz? i od dziś dumnie nosi w swym szablonie logo tegoż niczym żołnierz odznaczenie ;) 
Niby rzecz niewielka, a cieszy. :)
 

Poniżej moja propozycja obiadu na słodko - ryż z jabłkami

Składniki:
3 torebki brązowego ryżu
3-4 jabłka, najlepiej słodkie i kruche
garść rodzynków

Ryż gotujemy. Jabłka kroimy na ćwiartki i pozbywamy się gniazdek nasiennych; tniemy w plasterki. 
W niewielkim naczyniu żaroodpornym układamy warstwami ugotowany ryż i rodzynki oraz jabłka. 


Na samym wierzchu powinien znaleźć się ryż.  Przed wstawieniem dania do piekarnika można delikatnie skropić je wodą. Pieczemy pod przykryciem 40 minut w średniej temperaturze.


Piotr Bukartyk, Piasku ziarenka

wtorek, 5 stycznia 2016

Seitan pieczony z jabłkami

Pełny tytuł posta powinien brzmieć: Seitan pieczony z jabłkami i suszonymi śliwkami duszonymi z cebulą w winie, ale niech tam... ;)

Seitan pojawił się na moim blogu już wcześniej*. Była to wersja mocno wytrawna, tłusta, intensywnie pachnąca czosnkiem - bardzo smaczna, lecz nie pasująca moim zdaniem do borówek czy żurawiny, na które miałam ochotę w tegoroczne Święta Bożego Narodzenia. Ruszyłam zatem głową i wyczarowałam inną wersję seitanowej pieczeni wspaniale komponującą się ze słodkimi dodatkami, a co najważniejsze bardzo dobrą w smaku.


Składniki:
ok. 500-600 gramów mąki pszennej (najlepiej sieciowej)
1 duża cebula (u mnie była czerwona)
0,5 szklanki wina
0,5 szklanki bulionu
7 śliwek suszonych
1-2 jabłka (najlepiej renety)
olej, przyprawy

1. Wykonujemy pierwsze dwa punkty z *tego przepisu.
2. Na oleju szklimy pokrojoną w kostkę cebulę. Dodajemy przepołowione śliwki i wino oraz pieprz, sól (nie za dużo), szczyptę chili.
3. Gdy niemal cały płyn wyparuje, wlewamy bulion, dwie łyżki oleju i jeszcze minutę trzymamy na gazie, mieszając i doprawiając.
4. Powstały sos przelewamy do małego naczynia żaroodpornego. Obtaczamy w nim ugotowany seitan, dodajemy dzwonka jabłka (ze skórką).
5. Pieczemy pod przykryciem w temperaturze 200 stopni niecałe półtorej godziny.

Tego samego wieczora Mąż ulepił dla N. kilkanaście pierożków z czerwoną soczewicą (farsz oczywiście ja zrobiłam). Bardzo jej smakowały. W życiu bym się nie spodziewała, że niespełna dziesięciomiesięczne niemowlę zje za jednym posiedzeniem siedem pierogów! :o