niedziela, 27 stycznia 2013

Tortille różowo-pomarańczowo-zielone

Niestety nie wykonałam meksykańskich placków własnoręcznie, lecz poszłam na łatwiznę i posłużyłam się gotowcami ze sklepu. Tamże zaopatrzyłam się w składniki, z których przygotowałam trójkolorowe nadzienie.

Róż - 2 czerwone cebule
Pomarańcz - 2 duże marchewki

Zieleń - 2 cukinie (szaleństwo! - poza sezonem 9 zł/kg)

Pokrojoną w kostkę cebulę zeszklić na oleju, dodać rozdrobnione marchewki i cukinie.
Przyprawić. Dusić do miękkości.

Podane proporcje idealnie wystarczają na pięć tortilli.


Danie było smaczne, lecz świadomość obecności mnóstwa konserwantów nieco zmniejszała mój apetyt... 
Następnym razem sama przygotuję tortillowe placki - obiecuję!

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Paella

Dziś zaprezentuję wszystkim zainteresowanym wegańską wersję paelli. Przepis (znaleziony na którejś z wegetariańskich stron przez Narzeczonego) jest prosty i niepracochłonny, więc na stałe zagościł w naszym skromnym repertuarze kulinarnym dwóch leni ;)

Składniki:
3 woreczki białego ryżu
3 różnokolorowe papryki
2 puszki czerwonej fasoli (bez zalewy)
2 puszki kukurydzy (bez zalewy)
2 kostki bulionu warzywnego
przyprawy

Papryki kroimy w kostkę lub paseczki. Kostki bulionowe rozpuszczamy w litrze wody.


W dużym żaroodpornym naczyniu mieszamy papryki, fasolę, kukurydzę, surowy ryż z woreczków i przyprawy (bez soli; polecam pieprz, zioła prowansalskie i ostrą paprykę). Zalewamy gorącym bulionem. Pieczemy ok. godzinę w temperaturze 200 stopni.


Pychota! :)

piątek, 11 stycznia 2013

Ćwierćbomby z jabłkiem

Nareszcie zaczął się Nowy Rok! Poprzedni nie był dla mnie łaskawy, lecz spuśćmy na to zasłonę milczenia. To już przeszłość. Wspomnę tylko, że mimo wielu przeciwności losu zachowywałam się jak grzeczna dziewczynka - przynajmniej zdaniem Świętego Mikołaja, który obdarował mnie m.in. tym oto cudeńkiem*:


* ...zapewne, aby odzyskać wreszcie swój aparat fotograficzny...

Uzbrojona w powyższe błękitne narzędzie przystąpiłam do pieczenia ciastek chodzących za mną już od dłuższego czasu...
Tzw. bombę z jabłkiem można nabyć w sklepiku obok mojego osiedla za 3,20. W skład tego deseru wchodzi ciasto francuskie, jabłko (pozbawione skórki i większości gniazdka nasiennego), posiekane orzeszki, coś różowego (konfitura malinowa??) i lukier. W zeszłym, podłym ogólnie rzecz biorąc, roku zaprzyjaźniłam się z ciastem francuskim, więc bez wahania postanowiłam zrobić własną wersję słodkich bomb ;) 

Składniki: opakowanie ciasta francuskiego XXL, 4 małe jabłka (na zdjęciu jest 6, wiem), 2 łyżki żurawiny (takiej do potraw, ze słoika;), 1/4 tabliczki gorzkiej czekolady, garstka rodzynków i orzechów

 Aż żal było obierać ze skórki...

Przed zawinięciem położyłam na wierzch po jeszcze jednej ćwiartce jabłka. 
Może dlatego takie nieforemne kulfony mi wyszły ;)

Gotowe bombki już polane lukrem.

A teraz coś dla ducha: Dixie Biscuit zespołu Tape Five. Od sylwestra wciąż mi pobrzmiewa w głowie. I do ciastek jak znalazł ;)



PS Skórek jabłek bynajmniej nie wyrzuciłam. Suszę je na aromatyczny dodatek do herbaty.