wtorek, 20 października 2015

"Cielątko poznaje świat"

Dziś post bez przepisu.




Kilka tygodni temu w dyskoncie spożywczym kupiłam Wielorybowi kolorową książeczkę pt. "Cielątko poznaje świat". Poniżej kilka ilustracji.




Śliczna publikacja, prawda? Jednakże zapoznawszy się z nią, posmutniałam. Naszły mnie niewesołe refleksje i zaczęłam się zastanawiać, czy dobrze zrobiłam kupując tę książeczkę. Czy czytanie jej córce nie będzie hipokryzją?? W ilu miejscach na Ziemi krowa może w spokoju cieszyć się macierzyństwem? Chodzić ze swoim cielątkiem po łące, karmić je swoim mlekiem i po prostu z nim przebywać? Krowia egzystencja najczęściej wygląda zgoła odmiennie... (nie będę rozwijać tej kwestii, bo nawet myśleć o tym nieprzyjemnie).
Żeby bez najmniejszych wyrzutów sumienia czytać Wielorybowi tę utopijną książeczkę musiałabym być weganką, względnie owowegetarianką, i tak samo go chować - nie korzystając z produktów będących wynikiem cierpienia krów i ich dzieci. Tymczasem obecnie jestem "tylko" wegetarianką dążącą w stronę weganizmu*, zaś N. raczej będzie jadła mięso (w żłobku, przedszkolu, u dziadków) - niestety Mąż nie-wege też ma tu coś do powiedzenia.
Na razie "Cielątko poznaje świat" leży na półce pośród innych książeczek i czeka, aż oddalę od siebie skrupuły i moralne wątpliwości... 

*Wyznając powyższe, liczę się ze stratą czytających.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz