czwartek, 5 listopada 2015

"Inicjacja" Wieloryba

Stało się. Wczoraj i dziś Mąż zaserwował Wielorybowi mięso, tj. kupił gotowy obiadek Hippa z "delikatną wołowiną". Miałam cichą nadzieję, że uda mi się odwlec mięsną inicjację córki do czasu żłobka, ale niestety... Nie było mnie przy karmieniu (wczoraj pojechałam na zumbę, dziś także celowo wybyłam z domu), nie mogłam jednak uwolnić się od myśli, że właśnie moje niewinne dziecko otrzymuje do jedzenia kawałek ciała jakiejś umęczonej istoty. Naiwnie pocieszałam się tym, że Hipp dba o zapewnienie hodowanym przez siebie zwierzętom naturalnych dla danego gatunku warunków - tak twierdził dyrektor firmy w promocyjnej gazetce. Tiaa... :/
Większość zawartości obiadku trafiła jednak do żołądka... Męża. N. zjadła zaledwie pięć łyżeczek (wczoraj trzy, dzisiaj dwie). He, he... :D Z trudem ukrywałam satysfakcję, a Mąż złorzeczył, twierdząc, że na pewno małą indoktrynuję, i że co to będzie w żłobku, jeśli nie będzie chciała jeść mięsa, że będzie głodna, że powinnam ją przyuczać do jedzenia zwierząt. Dobre sobie! Prędzej okrążyłabym nago osiedle niż się tego podjęła! ;)
A poważnie: sądzę, że N. nie chciała jeść nie ze względu na mięso (którego było w słoiczku ok. 10%), tylko z innych powodów. Może nie była głodna? A może po prostu woli jeść potrawy zrobione przeze mnie? (nieraz wcina i dwie dokładki zupy osobiście przeze mnie gotowanej i blendowanej).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz